Gofuku no hi, czyli międzynarodowy dzień kimona z… dronem

Gofuku no Hi 呉服の日 można by w uproszczeniu nazwać Międzynarodowym Dniem Kimona. Japońska nazwa oznacza jednak coś nieco odmiennego. Gofuku to „ubranie w japońskim stylu”, a więc znaczenie tego święta nie ogranicza się do kimona. Na całym świecie japońskie stroje kojarzą się jednak właśnie z kimonem. Dlaczego więc nie użyć po prostu nazwy Kimono no Hi 着物の日, czyli dosłownego „dnia kimona”? Sprawa jest bardziej skomplikowana niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka…

Wśród japońskich świąt wiele jest takich, w których nazwach i datach można się doszukać zabaw słownych i do takich właśnie świąt należy Gofuku no Hi.

Zacznijmy od tego, że według niektórych źródeł w V w. z Chin do Japonii przybyła kobieta, która przekazała Japończykom swoją wiedzę na temat tkania materiałów. Kobieta ta pochodziła z chińskiej krainy Go 呉 – to stąd powstało określenie gofuku („fuku” 服 oznacza strój). Początkowo znaki kanji 呉服 czytano jako „kure-hatori” (czytanie japońskie) i odnoszono je zarówno do kobiety, jak i jej wyrobów, jednak kilka wieków później utarło się czytanie „go-fuku” (czytanie chińskie), a jego znaczenie poszerzyło się generalnie do tkanin, z których wykonywane są japońskie stroje. Po dziś dzień sklepy z tradycyjną odzieżą i kimonami określa się nie tylko mianem kimonoya (着物屋, gdzie „ya” oznacza sklep), ale i właśnie gofukuya.

A co z datą? Gofuku no Hi nieprzypadkowo corocznie obchodzone jest 29 maja – taką datę Japończycy by zanotowali jako 5.29, a cyfry 5 – 2 – 9 można przeczytać właśnie jako „go – fu – ku”. Tego dnia ludzie z różnych kontynentów ubierają się w kimona i robią sobie pamiątkowe zdjęcia, a potem, korzystając z dobrodziejstw Internetu, dzielą się nimi często z podzielającymi ich pasję znajomymi z całego świata.

W tym roku, święto kimona wypadło w niedzielę i mi także udało się dołączyć do zabawy. Choć sytuacja na pierwszy rzut oka nie do końca mi sprzyjała, bo na cały weekend wyjechałam do rodziców i nie miałam zbytnio okazji, by wyjść gdzieś w kimonie, postanowiłam je założyć i po prostu zrobić sobie zdjęcia w przydomowym ogrodzie. Z drugiej strony jednak patrząc na piękny i zadbany ogród, w tym zrobiony z myślą o mnie japoński zakątek, był to fajny pretekst do małej sesji fotograficznej. Smaczku temu przedsięwzięciu dodał mój mąż, który postanowił zaprząc do pracy Falkora*, dzięki któremu można było na wszystko spojrzeć… z góry. : ) Miałam więc dwóch fotografów (normalny aparat w ręce dzierżył mój tata), którym serdecznie dziękuję za miłą zabawę! A Was zapraszam, żeby podejrzeć jej efekty.


*Falkor to imię drona. Jest to angielskie imię smoka z powieści „Niekończąca się opowieść”. Imię to prawdopodobnie wywodzi się… od japońskiego fukuryuū (福竜 ), czyli „smok szczęścia”.

Dron czy wysoki fotograf?...

Dron czy wysoki fotograf?…

Zdecydowanie dron! ; )

Zdecydowanie dron! ; )

I fotograf z pilotem do aparatu.

I fotograf z pilotem do aparatu.

Na tarasiku japońskiej altanki, w której zaparzono niejedną czarkę herbaty matcha. : )

Na tarasiku japońskiej altanki, w której zaparzono niejedną czarkę herbaty matcha. : )

Jedyne zdjęcie z tyłu, ale za to z jakiej wysokości. ; )

Jedyne zdjęcie z tyłu, ale za to z jakiej wysokości. ; )

Dron na horyzoncie!

Dron na horyzoncie!

Irysy z lotu ptaka...

Irysy z lotu ptaka…

...i z powierzchni.

…i z powierzchni.

Oto on. Dron. Falkor i ja. ; )

Oto on. Dron. Falkor i ja. ; )

Zdjęcie zabawne, ale strachu trochę było. xD

Zdjęcie zabawne, ale strachu trochę było. xD

No to do następnego Gofuku no Hi! (A w tle tata cierpliwie czekający na swoją szansę fotografowania) ; ).

No to do następnego Gofuku no Hi! (A w tle tata cierpliwie czekający na swoją szansę fotografowania) ; ).